6 grudnia 2012

Pech nie(ch) zmiata

No i nie udało się, końcówka roku jest ciężka.
Zepsuł się nasz mega drogi odkurzacz z jeszcze droższą gwarancją. Serwis gwarancji nie uznał, w odkurzaczu pierdalnął silnik. koniec. Zakupić trzeba nowy.
Posypalo się auto. Bosh, no nigdy więcej diesla, tym bardziej turbo diesla! Naprawa 3tys zł ze zniżkami na części, bo my już stali klienci, auto 2 tyg już stoi u mechanika, czyli dochodzą wydatki na autobus, którym muszę jeździć po dziecię me pierworodne do żłoba.
Jeśli myślicie, że to koniec nieszczęść, to jesteście w błędzie. Odcięli cały nasz zabytkowy budynek od gazu. Gazu, który grzeje nam wodę, zasila kuchenkę wraz z piekarnikiem, a niektórym sąsiadom ogrzewa mieszkanie. Odcieli, bo instalacja gazowa okazała się równie wiekowa co i budynek i przed zimą postanowila się konkretnie rozszczelnić. A że właścicielem części udziałów w budynku jest miasto, tak i procedury wszelakie naprawienia całego tego ustrojstwa potrwaja, przy dobrym wietrze, do wielkanocy. Same administracyjne sprawy maja trwać min.3msc, w tym zgoda konserwatora i przetargi i takie tam. No jest git, Kopajka urodzi się, a my w epoce kamienia łupanego, bo cos czuję, że obciązona nagle sieć elektryczna też padnie. Już potrafi złowieszczo huczeć i wywalać korki przy włączonej pralce. 
Jednym słowem jest wesoło, a przecież spektakl jeszcze się na dobre nie rozpoczął :))
Święta zapowiadają się ciekawie i coś czuję, że wigilię naszą malutką zaczniemy w południe, żeby do wieczora móc sprobować każdej z potraw (zważywszy na czas w jakim potrawy się grzeja na pindzi pindzi kuchence elektrycznej dwupalnikowej).
Ahoj Przygodo krzyknęłabym radośnie, gdyby nie fakt, że właśnie grzeję 3 czajnik wody na umycie włosów :D

No jak nie urok, to krasnoludki. Dobrze, że wszyscy zdrowi :) TFU TFU TFU!

A moj syn jest malym zdolniachą i oto co wymodził swoimi kredeczkami :)
jakby ktos sie nie domyslil, to te polączone autka to oczywiscie ciuchcie z wagonami! ;)

a to nie jest roztocze, tylko prawdziwy koteciek!
O i taka jestem dumna! OOOO TAK! :)))

4 listopada 2012

Pechowy Październik

Nie było mnie wieki, znowu.
Mam niestety listę wytłumaczeń. A "niestety", bo każde z nich dużo mnie/nas kosztuje i to nie tylko pieniędzy.

Po pierwsze padły lapki nasze, żeby nie było od razu dwa. Neta mam w komórce.
Potem padła pralka, nowa, ale po gwarancji. Szlag mnie trafił jaśnisty, bo byliśmy w trakcie odpieluchowania, czyli praktycznie zasikiwania całej garderoby, kapci i jedynego dywanu na okrągło.
Remont sypialni się przedłużył, bo RD złamał nogę w kostce. Chodzi w ortezie, choć "chodzi" to za dużo powiedziane; ot tak kuśtyka sobie jak dziadziuś Herrflig.
Zaraz potem padł odkurzacz, ja dostałam skurczy i wylądowałam w szpitalu pod kroplówką z magnezu. Na pomoc przyleciała z odległych regionów babcia, niestety (a jakże) powypadkowa też, bo ze skręconym kolanem.
Pech październikowy mam nadzieję się skończył, bo moje zszargane nerwy muszą sie trochę zregenerować. Na szczęście październik za nami i choć za listopadem nie przepadam, to lepszy byle jaki listopad, niż taki miesiąc, jaki własnie dane nam bylo przeżyć. ;)

No i leżę jak kłoda (w wersji oficjalnej) i sprzątam conieco i nadrabiam co mogę. Trzeba jakoś wytrzymać kolejne 3 msce, bo Kopajka musi urosnąć i być gruba i spokojna. Kolejnego wyjca w domu nie zniesę.

A propos Kopajki, to Hałabała zmienił zdanie. Po porażce Antoniny, na którą to się nawet napaliliśmy przez dobry tydzień, Olek zapytany, jak nazywamy siostrzyczkę stwierdził cytuję:
- ANNA
szczena mi opadła, bo skąd to dziecię nieodrosłe od ziemii zna jakąkolwiek Ankę (w żłobku nie ma)
- Ania, powtarza syn oszołomionej matce.
- Ania, hmm. A może Tosia jednak?
- Tosia nie.
- A może Basia?
- Basia nie.
- Gosia, Kasia, Rózia...?
- Nie, Ania "bedzie"- powiedział stanowczo mój mały despotyczny dwulatek i poszedł budować kopajkę.

No i śmiejcie się lub nie, ale brzuch nazwany został bez wiedzy właścicielki i narazie funkcjonuje.
Wybaczcie, że nie udzielam sie  na waszych blogach ostatnio, ale ciężko to zrobić z komórki, no i ten brak czasu. Ech, no sił nawet na to nie mam. :/

30 września 2012

Dziadzinka

- Oluś, jak myślisz dzidzia to chłopiec czy dziewczynka?
- Kłopcik Mama, Dziadzinka NIEEeeee!
- Olo, a jak byś chciał nazwać dzidzie?
- Yhmyhm
- A może jednak jakies lepsze imię wymyślisz?
- Kopajka!
- hmm, może i tak. A chcesz coś powiedzieć dzidzi, bo mama wstaje do kuchni?
- AMA! DZidzia AMaaaaaaa! (zaryczał syn wprost do wypukłego pępka)


Niestety syn racji nie miałł, bo wyściubiwszy grubą kasę na usg połówkowe prywatne, okazało się, że dzidzia to jednak "DZiadzinka". I ponoć nie ma wątpliwości, gdyż ta mała bezwstydnica rozkraczyła się wprost do monitora, a lekarz (ponoć) też spec i pewny był. Zobaczymy w lutym. :))
Narazie przeglądam różowości wszelakie i chyba totalnie wpadłam. Dobrze, że na koncie pustki :)))

14 września 2012

Klapa

no i zrobiłam biszkopta i nie wyszedł (brak proszku v przepisie. ech)
zrobiłam drugiego i .. nie vyszedł... z zasady chyba. Proszek juz dałam.

Bilans kiepski, bo 12 jajek v plecy i 3h roboty, v tym godzina lampienia się  v piekarnik. Szlag by to trafił.

Może to vina piekarnika gazowego?
Tak czy siak, mam ochotę kogoś zamordować. RD zapobiegawczo uśpił Hałabałę i ulotnił się na mecz.


Doklejam fotę mojej klapy. V smaku całkiem niezła... Zvażyvszy, że krem z kremóvki i mascarpone i pravdzivej vanilii nie chciał się zsiąść. Że lukier plastyczny, co go mi się zachciało robić, obkleił mi stół, pół ciała, vłosóv i podłogę (a dalej kota i Hałabałę i kapcie i połove mieszkania). Że zamiast czervonego Elmo vyszły mi różove "autećka" (przvdzivy mężczyzna różu sie nie boi!) to klapę goście zjedli, żyją i navet pochvalili. ;)

Oto to cudo, nie śmiać mi się proszę :P

Napravde podziviam moją mamę, której torty róvnają sie tym od Sovy czy z Pralinki. Szacun Mamo! chyba odziedziczyłam talent po tacie ;))

Green Love :)

Nie mam veny, wybaczcie. Jestem aktualnie na L4 i sie nie moge ogarnąć :)
Za mną zapalenie oskrzeli, potem Olek złapał to samo, antybiotyk na niego nie działał. Siedzieliśmy razem v domu i próbovałam nie zvariovać z buntovniczym dvulatkiem. Fasola rośnie, ale się ukryva. Za to ja vcinam czekoladę na kilotysięczne kalorii (auć!)
Pojutrze imprezka mego kochanego Hałabały i z tej okazji postanoviłam upiec tort. Sama. Czyli biszkopt po raz piervszy v życiu. Żeby nie było za łatvo, mam zamiar porvać sie z motyką na słońce i zrobić lukier plastyczny z gębą Elmo (ja chyba ocipiałam). Do tego jedną z varstv tortu będzie ciasto czekoladove bez mąki, bo uznałam, że pasuje (na bank straciłam rozumek :D) No i pieczyste- kaczka z jablkami, schab ze slivką i cała reszta szaleństv dla ofiar eksperymentu v postaci dziadkóv i vujkóv.

Żeby sobie to vszystko ułatvić połovę soboty spędzamy z synem v ZOO, vięc zostaje mi tylko sobotni vieczór i cała noc (noćka, jak móvi Olo).

Żeby trochę oszukać, farsz do nalesnikóv ze szpinakiem robię już dziś ;) A tu takie cuda mi się trafiły. :))

I jak tu nie kochać szpinaku? :)

PS. Hałabała rozgadał się na całego! Mały gadulec nie wiadomo po kim :P

14 sierpnia 2012

a ja rosnę, a czas pędzi

Jestem.
Anitka mnie przywołała do porządku, więc się zebrałam (w pracy) i piszę, że żyję choć w pędzie jakimś ostatnio. Weekendy wyjazdowe, w tygodniu praca, żłobek, mieszkanie, "kaćki" głodne w parku CODZIEŃ ;) No i urlop też był, skromny, bo u dziadków, jednych, drugich, z wypadami na nasze Zapadłowo i nawet ze zlotem wędkarskim w tle.

Wybulwiło mnie i to dość znacznie, fasola czy pędrak mały rośnie, choć ja jakoś szybciej :P
Na ostatnim usg fikał jak na trampolinie i ssał palca, a to dopiero 15ty tydzień! :)

Hałabała za to łobuzuje, gada i lata po całej chacie, no chyba, że te "kaćki" znowu muszą Ama, wtedy lata po parku (mamy przepiękny park sołacki 1min od domu). Został fanem Mini Mini, ale na szczescie na całe 5min, ewentualnie 10 gdy siedzi na nocniku (nocnik i baja to u nas niestety nierozłączna mieszanka).

Siedzę w pracy, niestety całe 8h przed kompem i po powrocie jestem tak zmęczona, że padam, a Hałabała po mnie skacze, mietosi i kłuje "dzidzię" czyli mnie w dekolt, bo tam wg niego się ona znajduje. Potem ewentualnie zaloży sobie moje obcasy, weźmie taty książkę o "blybach" (rybach) i idzie do kuchni grzebać w szafkach w poszukiwaniu "ziejek" (żelków). Nie mam chwili spokoju :)

Ale myślałam o was, moje bloggerskie duszyczki, już od dobrego tygodnia i mam nadzieję nadrobić w weekend (choć będzie imprezowo, bo 30-tka dwójki przyjaciół jest), a i nasza parapetówa ciągle odwlekana i spotkania na raty z przyjaciółmi i znajomymi i całą resztą.

Wklejam dosłownie kilka fotek ściągnietych z fejsa, więc pewnie jakość nie za bardzo.
Obiecuję poprawę! :)

Zakochałam się w tej sesji na sianku. Kosiliśmy część naszej działki w przygotowaniach pod zlot wędkarski, no i mały zakochał sie w sianie i szalał z babcią, która próbowała suszki jakoś ogarnąć.

Baba Odda! Ajo SIAM!

wystarczająco poważnie mamo?

Słonko, chodź do mnie!

jestem amantem ze wsi zapadłej :)

Blyba blyba ama patika czyli olek i jego wędka (obok płynie rzeka)

Skubanie bobu jest pasjonujące. 3 pokolenia skubią bobek, bo nawet prababcia sie załapała :)

DYK! (Olek zakochany w "Muuu" i w "Dyku")



A tak w ogóle powstało nowe powiedzenie rodzinne. Oczywiście Made by Olo, mianowicie-
Gaba. Gaba, Ama Kamuń!
w wolnym tłumaczeniu- żabo zjedz mojego kamienia. Olek wymyślil sobie, że żaba babci, piękna ropucha ze stawku uwielbia jeść kamyczki i latał do niej średnio 5 razy dziennie z garścią kamienii i rzucał krzycząc jak mantrę- Gaba Ama Kamuń! GaaabaaaaAA!
Gorzej, że Gaba pewnego dnia zniknęła, pewnie zżarła za dużo kamuni :P

17 lipca 2012

miłośniczka milusińskich

moja czarna, wredna, złośliwa, drąca papę po nocach Inka wpieprzyła dziś w nocy pół kilo połowicznie rozmrożonego schabu i zagryzła woreczkiem...


nie udusiłam jej, więc chyba jestem miłośniczką zwierząt

:D

8 lipca 2012

First little love



mały mobile upload...

ileż można rysować v tym upale


lepiej posiedzę sobie z Anią!

i pochichram się

no i to chyba na tyle...

7 lipca 2012

Szpitalne urlopovanie

Miały być fotki z przeprowadzki i pewnie będą, no, ale nie szybko.
Ja z zagrożoną ciąża na podtrzymaniu, syn z obustronnym zapaleniem oskrzeli i płuc v szpitalu. Do tego przeprowadzka ciągle nierozpakowana, kot z depresją pt: "nikt mnie nie kocha i nie potrzebuje" sikający v kącie, praca, dojazdy, jednym słowem szał. No i osikany prze kota fotelik Olka (myty już z 5 razy), o którym przypomina mi się ciągle jak pędzę autem do szpitala na dzienną zmianę przy synu.

Synu czuje się lepiej, podrywa koleżankę Anię z łóżka obok. Strzela oczami, dzieli się autami (SZOK!) i opiernicza szpitalne zupki  (DUŻY SZOK!) apetyt mu dopisuje, jako jedynemu na sali. :P Dzielny jest. Mama za to miękka jak słonina na skwarze, bo upał niemiłosierny, szczególnie v szpitalu bez klimy z oknami zamiast ściany. Dzieciaki się gotują, ale dokazują.
I tyle.
Fotę zakochanej (bez wzajemności narazie) pary bym załączyła, ale komórkę zostawiłam v szpitalu. Auta też nie zamknęłam na parkingu (już drugi dzień, ciii) nie mówiąc, że bez dokumentów jeżdżę. To chyba skleroza ciążowa :/ Lepiej, że v panice kazałam mężowi dzwonić do mojego lekarza odwołać  wizytę i się okazało, ze wizytą dopiero za tydzień, hehehe

Uszy do góry! Jedziemy! :)

No dobra, jednak znalazłam "chviłę". Kavałek przeprovadzki :)






26 czerwca 2012

niespodzievajka

Jestem a jakoby mnie nie było. :) Mieszkamy na środku bałaganu, v stercie ciuchów, narzędzi, kartonów, książek, prania, prasowania, słoików, rzeczy mniej i bardziej potrzebnych. Przeprowadzka się dokonała. Nie sama niestety, bo trzeba było jej bardzo pomóc.
Ale mieszkamy!
woda jest, lodówka jest, kuchenka jest, uśmiechy na zmęczonych gębach są! Nic viecej do przeżycia nie trzeba.
Aparat gdzieś jest zawieruszony pod rozpiździejem albo koło bajzla. Nie pamiętam. Ale foty będą.
Olek dalej rozvija się tvórczo na papierze. Coraz bardziej mnie zaskakuje :) Przedstaviam jego najśvieższe dokonanie- KOTA vel KOTAKA ;)

Jak tak dalej pójdzie to na 2 latka mały trzaśnie Bitwę pod Grunwaldem ;)


A tak v ogóle, to chciałam poinformować, że Hałabała zostanie starszym bratem. Oby tylko wszystko dobrze poszło, bo są małe problemy (czyli powtórka z rozrywki) ;) Ale optymizm rządzi! :)

6 czerwca 2012

nie mogłam sie powstrzymać

no nie mogłam :)
Chwalę się moim 21 miesięcznym PicassOlem :)

video


4 czerwca 2012

u la la

to się porobiło...
u la la!
:)
idzie nowe. a raczej, nie idzie, ale susa!




więcej wkrótce...

2 czerwca 2012

W czerwcu sie okaże, co nam świat da w darze

da na kredyt rzecz jasna. :)
Dzień Dziecka jako gratis do późniejszego pakietu szaleństw. To ci dopiero będzie niesamowicie męcząco-ekscytujący miesiąc. Przeprowadzki, szkolenia weekendowe firmowe, urodziny po rodzinie i poza rodziną, Dzień Taty, Boże Ciało i w ogole- KREJZI! :)

ale to w przyszłości. Wczoraj był Dzień Hałabały i z tej okazji 'trójki' mu znowu trochę wyszły ;)


Wypad do Botanika i poszukiwania piaskownicy. Naobiecywałam dziecku i wyszłam na wielką Kłamczuchę :P





Rośnie mi w domu Rysownik-Terrorysta. Każe rysować każdemu i kązdy ma podziwiać jego prace. Nie rozstaje się z kredkami, papier jest zbedny. Rysunki równie dobrze prezentują się na oknie, lustrze czy lodówce. ;)
hmmm, trójki są na miejscu, więc co by tu jeszcze namalować...

nie chceee spaaać! porysuuuujmyyyy, MamuuuuuuunaaaaAAA!


Chyba zapiszę go na jakiś kurs projektowania AUDEK dla dwulatków :PPP Kredki go opętały.

30 maja 2012

30 maja...


*****


Dziś nasza rocznica. Skórzana.
Zakupu pejcza nie planuję.
a może?  :)

 
Dostałam pierścionek, malutki, cieniutki, z udawanym brylantem. Piękny pierścionek. Pierścionek na zastępstwo. Zaręczynowy. Swój prawdziwy zgubiłam w botaniku. Może pożarła go ryba, a może ucieszył jakiegoś człowieka. Wierzę, że ma gdzieś tam dobre życie.





Dziś podpisujemy umowę u notariusza i zostaniemy właścicielami nieruchomości. Niezły prezent, co?
Lepsze jest to, że z tej okazji RD postanowił ugotować kolację. I to nie byle jaką- pierś z kaczki z kiełkami, żurawinami i nie wiem czym tam jeszcze, bo mnie pogonił i nie dał podglądnąć. Mam nadzieję, że kuchnia to przeżyje ;)

Hałabała też sprezentował coś od siebie. Wczesną pobudkę po 4ej. Kochane dziecko. Pewnie musiał się bardzo kontrolować, by nie przegapić tej cudownej godziny ofiarowanej rodzicom z głośnym okrzykiem-
Mamuna AMA! Tatuta AMA! MA MU NIA!

Uwielbiam go.
Coraz bardziej.
Będzie rozpieszczonym bachorem owijającym matkę wokół palca.

26 maja 2012

Mamuna

Mój syn urodził się maleńki, ale bardzo dzielny.
Długo walczyliśmy z innymi, a później, już sami w domu, ze sobą. Ciężko było, naprawdę. Nikt mnie nie uprzedził. Doświadczałam wielkiej gamy przeciwstawnych uczuć. Kochałam go od pierwszych trudnych chwil, przyszło to naturalnie, ale zakochałam się w nim na zabój dopiero w 8 miesiącu, kiedy to szanowny synek przestał "drzeć japę". Nie będę się z tego tłumaczyć, w sumie, kto nie miał wiecznie drącego się dziecka, nie jest w stanie mnie zrozumieć. Tak jak ja, jako singielka, nie byłam w stanie zrozumieć dzieciatej kobiety (choć, oczywiście wydawało mi się, że i owszem, plus- moje dziecko na pewno nigdy nie będzie takie brudne, jak ktoś do nas przyjdzie, czy- ja sobie lepiej poradzę! Taaaak...)
Moje dziecko często chodzi ubabrane, zapiaszczone, oślinione czy obdrapane. Majta mi to i powiewa. Jak przychodzą goście, często muszą liczyć się z bałaganem, stertą prasowania w kącie, czy kredkami w najgłupszym nawet miejscu w mieszkaniu oraz biegającym z dzikim okrzykiem małym Szogunem (jest też wersja z rycząco-jęczącym Szogunem z palcem w buzi). No trudno. Zmieniłam się, wcale nie jestem pewna czy na gorsze...



Mama
Mamuta
Mami
MAaaaaaa!
różne były wersje, te tworzone przez mego Hałabałę. Dziś usłyszałam najpiękniejszą- oficjalnie zostałam MAMUNIĄ! i choć wczoraj podsłuchałam próbne MAMUN-y, to i tak cieszę się jak głupia. Jestem Mamuną, Mamunią! I mam swojego małego szalonego syneczka. Maleńkiego ciągle, ale własnego, osobistego, oślinionego, obdrapanego, brudnego syneczka. Co prawda muszę go dzielić z RD ;), ale jakoś tą kwestię rozwiązaliśmy.
Kocham inaczej niż wszytko do tej pory.
Kocham martwiąc się jednocześnie.
Kocham do bólu.
Nieustannie...

Dostałam laurkę od syna, na której jest on sam, jak daje mi kwiatka.  Co prawda dziś zmienił wersje, że jednak jest tam AUDO i ... AUDO, ale i tak mi słodko na sercu.




21 maja 2012

Skowronkowe czasy

Myślałam, że moje dziecię to sowa, ale jednak jest pięknym przedstawicielem skowronka. I to nie byle jakiego skowronka, a skowronka nocnego! Rzadka odmiana tego ptaka charakteryzuje się nocnym śpiewaniem i wczesnymi koncertami o świcie.

Bycie rodzicem takiego skowronka skutkuje wysokim ubezpieczeniem OC i brakiem zniżek w AC. Częstymi wizytami u lakiernika, zasypianiem na dłuższych spotkaniach, rozdrażnieniem, majtkami na lewą stronę i brakiem śniadania w torebce.

Niestety, jako rzadki gatunek, skowronek nocny jest prawnie chroniony w państwie Polskim, a zgodnie z dyrektywą Europejską -"osoby odpowiedzialne za ten gatunek są zobowiązane do ścisłego kontrolowania wzrostu poszczególnych osobników, przy równoczesnym zapewnieniu im optymalnych warunków do rozwoju"

No i masz ci babo placek!

Koszula zapięta krzywo (zauważyłam w kibelku), majtasy na lewą stronę (dobrze, że w ogóle są!), jogurt rozpieprzony po całej torebce (ajć!). Ale "skowronek" bezpiecznie i swawolnie ćwierkał pół nocy, by rano wesoło pofrunąć do żłobeczka.
Dla równowagi inhaluję się kawą ze świeżo otwartego pudełka, przyjmowanie doustne nie daje takiego efektu. :)

A to co mój półtoraroczny skowronek tworzy ostatnimi czasy, namiętnie, nieustannie doskonaląc styl i technikę. Dumna jestem jak paw!


16 maja 2012

Trwanie w bezruchu

Czekanie mnie męczy, od zawsze.
Chyba cierpię na wrodzone mrówki w doopie. Nieuleczalne.
Cisza puka stuka opada z pogłosem na książki gotowe do spakowania. Echo śpiewa nieustannie w kryształowym kieliszku, lepkim od dni dwóch , a może od wina. Słońce dobija się do kuchennych bram przez szyby omszałe w pyłek, czekające tylko na sygnał i kubeł z wodą i octem.

A co jak nam tego kredytu nie dadzą? No co?

Czekam
ale mnie wszystko już swędzi....




14 maja 2012

Majówka w obiektywie

Dawno żadnych fotek nie było. Nadrabiam. Odkurzam powoli sprzęt. Pora się wziąć w garść i odkurzyć mego   Japońskiego Kochanka i jego mały lustrzany haremik. :)

Mój znajomy ze Stambułu Nurdogan sprzedał mi ostatnio kopa i trochę motywacji zapraszając do projektu. Ja również zapraszam- 1001 photographers project

A tu kilka majowych prób. :)


PIAST, mój "drzewski" odpowiednik Boga

RD tu NIE podlewa Piasta! :)

Kuniczny wieczór z posmakiem Odry....

Generations

Wędkarze nie od parady :)

Mamo nie patrz tak na mnie! Mam sucho! :P

Wuuuu Wuuuu, zbudowałem samoloto-koparkę!

Kogucie klockowanie

Powidła patyczkiem, co by odzyskać siły :)

Nasza krótka chwila wolności na Bobrowym szlaku




9 maja 2012

Szparagi nie od parady :)

Uwielbiam szparagi. Z utęsknieniem czekam na sezon szparagowy i objadam się nimi po uszy, aż do zupełnego przesytu. 
I tu was zdziwię, nie gotuję szparagów. To dla mnie świętokradztwo! :) 
Nie robię ich w sosie, bo nie lubię sosów :)

Mój przepis jest prosty, jak ja i szybki, jak mój syn w pogoni za kotem. :) Polecam, szczególnie niezdecydowanym.


Szparagi po Zuzowemu

1 pęczek białych grubych, świeżych szparagów
3-4 łyzki oliwy 
żółty ser twardy (Old Poland jest ok)
szynka parmeńska albo chudy boczek cienko pokrojony

Szparagi obieramy i wrzucamy na rozgrzaną oliwę (można pokroic w kawałki, choć lepiej się prezentują w całości). Przykrywamy pokrywką i na maleńkim ogniu dusimy do miekkości. Średnio zajmuje to 10-15min.
Posypujemy żółtym serem , rozpuszczamy. Można owinąć w szynkę i dopiero posypać serem. Można położyć zamiast żółtego sera ser pleśniowy.


Prawda jakie proste?
Smacznego! :)

7 maja 2012

Poniedziałek- nie żałuję

po wolnym
praca wre, ale w biurze obok. U mnie śmierdzi leniem i całkiem mi ten smrodek pasuje.
pofociłam wreszcie trochę i orzekłam, ujrzawszy fotki na pececie, że Tokina nie jest dla mnie. Wolę jednak najprostszy standardowy Sony niż toto, co mi nie ostrzy :( Po cichu marze o Sigmie...  Amatorszczyzna jak nie wiem co..

Jakoś mnie życie dziś dotknęło i uroki rozstań damsko-męskich. I pewnie dlatego siódmym zmysłem załączyłam Tubę i ujeżdżam na okrągło w rozmodleniu smutnym i wzdychającym panią Edytę (tylko nie brać mi  tego dosłownie).

Kawałek już życia za mną, nie da się ukryć. Mnóstwo błędów za mną, chwil szczęśliwych i zupełnie nie. Rozstań, rozczarowań, miłości, przyjaźni, dołów równych mariańskiemu. Oh, działo sie, dalej się dzieje. Ale nie żałuję. Niczego. Wiecej, jestem wdzieczna za każdego kopa w dupę. Nic mnie bardziej nie nauczyło życia, niż siedzenie na dnie i zbieranie sił do skoku.

A wy żałujecie czegoś?



19 kwietnia 2012

4 kąty

bez wymarzonego balkonu
z ruchliwą ulicą za oknem
z kuchnią od północy
z mikro łazienką
z ogrzewaniem na prąd
bez miejsca na szafę i cokolwiek innego w przedpokoju
z posmakiem dymu tytoniowego w pokoju z piecem kaflowym...

Boże Kochany! naprawdę??
zakochałam się, RD też, Olo przesadzał kwiatki na parapecie
jak to? możliwe to?
za co?

Może za Park za ruchliwą ulicą i drugi zaraz obok?
Może za okna do ziemi i parapety jak ławki?
Może za skrytkę w kuchni?
Może za bez liliowy gruby za oknem?
Może za stolik ze starego Singera, co go pewnie nie odziedziczę?
Może za sąsiadkę Tereskę, co jak i nasza aktualna pani Tereska, mieszka naprzeciwko? I ponoć jeszcze na technicznych sprawach się zna (ciiiii)
A może za tą ogromną wielką i wysoką i pustą piwnicę i łuki ceglane i klimat jak w knajpie na Starym?

nie wiem
nie ważne przecież
umowa podpisana wczoraj przy śpiewach Hałabały, robiącego porzadki na półkach w obcym mieszkaniu, w naszym mieszkaniu.

Nasze mieszkanie, mhhhmmmmmm Jak to brzmi.
Wcale nie jak smycz na 30lat, ciasnawa nieco.
Tak, już niedługo. Nasze. Zaraz po maratonie i biegu przez bankowe płotki, opłotki.
Cieszę się w środku, bardzo.
"Zuza, coś się chyba dziś wyspałaś. Promieniejesz". Kolega wie coś o niespaniu, bo tatuś świeży z niego.
A ja nawet sie dziś nie pomalowałam :)) zapomniałam :)


16 kwietnia 2012

Korki

Czytam wasze piękne blogi.Wydają mi się czasem mądrzejsze, ciekawsze, ładniejsze, z puenta, bez puenty, ot inne takie. A że jestem zwyczajnym człowiekiem po 30ce, więc czyjaś frytka na czyimś talerzu zawsze wygląda mi tak jakoś smakowiciej.
Nie jest mi przykro, że mój świat taki nieco może nijaki, bo przecież lubię siebie i swoje życie też i kota wredota i Hałabałe i RD.

Oj, nie o tym chciałam.W sumie to o niczym. :)

Lece postać w korkach, dzis ponoc stoimy na czas i bijemy rekord...
Obym dotarła przed zmrokiem i nie zasikała fotela, Ołłłł ołłłłłłłłłłłł i oby Hałabała nie jęczał. ołłłłłłłłłłłłłłłł ołłłłłłłłłłłłłłłłłłłł i oby dużo koparek stało na bukowskiej (mały je uwielbia)! Ommmmm Ommmmmmmm

11 kwietnia 2012

Święta i po świętach. Koniec ujeżdżania autem, gwaru, mazurków lepiących się do paluchów i paluszków. Koniec liżących psów, ganiających się kotów. Koniec urlopu od komputera. Koniec gradu, śniegu, mrozu i wilgotnego kościoła.
Wiosna przyszła, więc nie żal końców i zakończeń. Życie jest jak koło, końce powinny nie istnieć w świadomości.



Dziękuję Wam za życzenia. Jestem paskudna, bo się nie wyrobiłam wcześniej, a później internet porzuciłam. Obowiązkowo, jak w każdy wyjazd. Mam nadzieję, że Wasze Święta były udane, radosne i słodkie jak mazurek kajmakowy.



Hałabała zamęcza wszystkich swoim "Cio Tou?" (co to?) i powiem wam, że mimo, iż szczerze mam ochotę go czasem wyrzucić przez okno (na którym to stoi po raz 50ty, po 10 upomnieniach i 5 posiadówkach w kącie) to nie wyobrażam już sobie żadnych Świąt bez niego. 
Co ja bym robiła z tym wolnym czasem? na pewno dostałabym na łeb, ześwirowała i latała kracząc nad lasem. :P 
Pewne, jak w ruskim banku.


Oczywiście wszyscy złapaliśmy przeziębienie i właśnie siedzę przed monitorem, jak karp z otwartą paszczą, i łykam rozpaczliwie powietrze, zastanawiając się, jak wlać w owąż paszczę herbaty i przy okazji się nie udusiwszy. :)

Ale co tam, wiosna idzie!
nosem jej jeszcze nie czuję, ale mile łaskotała mnie dzisiaj w policzki wschodzącym słońcem i CIEPŁYM (olaboga! w końcu!) zefirkiem!


2 kwietnia 2012

Na psa urok, schudłam!

Żeby nie było, że gwałtowna jelitówka jest wykańczająca, odparza wrażliwe rejony czy że trzeba po niej leżeć cały weekend.
Znalazłam jej OLBRZYMI plus! Jest to wprost proporcjonalna do poniesionych strat dieta cud :) Kilka dni mordęgi i już jest się pięknym, szczupłym, choć nieco bladym.

Na wiosnę jak znalazł! :)))

Tylko gdzie ta wiosna? Obraziła się czy co?

29 marca 2012

Jak nie urok, to...

Wiosna wiosna wszędzie, cieszmy się i radujmy!
Ziemia pachnie rozmiękłą kupą, pączki liści subtelnie wtapiają się w otoczenie. Wiosna oplata pajęczyną drobnych zmian, by któregoś dnia puścić oko w pełnym rozkwicie.
Uwielbiam wiosenne roztargnienie, nieśmiałe mrugania wiosno-zielonych pędów na trawniku i ludzi, którzy nie wiedzą jak się ubrać. Niektórzy już w krótkich majtasach, inni w szalikach i czapach.

To w teorii. Teoria wiosny jest cudowna i mogłabym ją studiować latami.
W praktyce mamy *sraczkę (w domu funkcjonuje pod nazwą kupotok), wszyscy.

Wiosenne wirusy postanowiły fizycznie dać nam odczuć zmianę pory roku.
I tak oto z wielkim hukiem spadłam z chmur rozedrganych wiośnianym zefirkiem na rozmiękłą ziemię pachnącą  wiadomo czym.


26 marca 2012

Numer wszechczasów

W czwartek byłam taka banalna, a w piątek odwaliłam numer wszechczasów. Wstyd mi. Stara a głupia.
Piątek był jak z Monty Pythona.
W piątek doznałam siły prawdziwej miłości, w piątek męskie przyjaźnie zawisły na włosku i dyndają tam ciągle targane podmuchami wiatru. Wreszcie, w piątek z pełnym pęcherzem i wiercącym się dzieckiem zwiedzałam wielkopolskę w poszukiwaniu męża, który porzucił polskiegobusa gdzieś w trasie i czekał na żonę, a wraz z nim powód całego zamieszania- KLUCZE.

Poszło o klucze. 
W sumie o jeden klucz. Duży, mosiężny, dostojny, długi na 10cm. Klucz do drzwi stalowych, brzydkich, ciężkich, pomazianych farbą w kolorze nieokreślonym. Drzwi do naszego mieszkania.

I tak zamiast planowanego wieczoru kawalerskiego w Bazylei w Szwajcarii, mąż mój tułał się po stacjach benzynowych, bo marnotrawna żona pędząc po pracy z cieknącą torbą mrożonek stojąc pod drzwiami brzydkimi swemi zorientowawszy się, że klucza brak. Gorzej, całego pęka ni ma. Ni chuchu! Ani w torebce, ani w podszewce, ani pod podszewką, ani w aucie, pod autem, pod siedzeniem, pod dywanikiem, w mrożonkach, w bucie, w kieszeni, w skrytce. No ni ma, QRWA!!!!!!!!!!!!

- chlip, chlip, RD nie mam kluczy, chlip...
- CO??!!!
- żałosne chlip, nieeeeee maaaaam kluuuuuuuczyyyyyyyyyy, chliiiiiipppppppp...
- wysiadam!
- NIEeeeee WysiaaaaaDaaaaaaj, chliiiiiiiiiiiiiiiiip chliiiiiiiiiiiiiiiiip.
- No jak to sobie wyobrażasz?

No sobie nie wyobraziłam, choć postawiłam w gotowości męską połowę znajomych w tym szefa. RD drzwi zabronił wyłamywać z dwóch prostych przyczyn- mieszkanie nie nasze, koszty nasze. A u nas w banku prąd zabrali i oszczędzać trzeba.

No i tak właśnie odebrawszy Hałabałę ze żłobka, klnąc niepospolicie i wybitnie głośno na korki i wolnych kierowców, wyruszyłam na poszukiwanie męża swego, modląc się, żeby Hałabała się nie skupał. :P Życie jest prozaiczne czasem... 
Nie gniewał się, nie krzyczał, nie marudził. Przytulił. Wyrzuty sumienia rosły mi wprost proporcjonalnie. Koledzy wściekli. Bezdzietni, więc wybaczam. RD smutny, leczył przez weekend dysonans na rybach.

Wieczorem wróciliśmy do Poznania w sam raz na przyjazd babci Hałabały. Przyjechała co by pomóc samotnej matce. Taaaa... Mina babci po zobaczeniu zięcia bezcenna. ;)



PS. Dziekuję panu w Żabce za przechowanie mrożonek.



22 marca 2012

banały

Jest czwartek.
Jestem ja, banalna taka.
Blog taki banalny.
Życie banalne.
Problemy zwykłe.
No i o czym tu pisać, jak mi się wszystko banalne wydaje.

Chrzanię, pisać dziś nie będę.
Czymże jestem ja w obliczu wszechświata? Marnym organicznym pyłkiem, pierdnięciem Matki Natury.
Jedynie syn niebanalny mi się udał był. I tego się trzymam!


19 marca 2012

kac monday

wyżeram paluchem ciepłego danonka z lilipuciej plastikowej tytki

nawet wysiorbałam wodę, która się zebrała na wierzchu. Bardziej z niezdrowej ciekawości jak to to smakuje, niż z prawdziwej chęci (oblecha to jednak. Zupełnie jak przypuszczałam)

kolega obok, pan starszy, udaje że tego nie widzi, ale w myślach widzę, jak krzywi się zdegustowany do swojego sterczącego monitora i porządku na biurku. Choć ja się przyzwyczaiłam już do jego pochrząkiwań i smarkania nosem i nie skomentowałam nawet raz!
Ogólnie nie lubię nabiału. Oprócz serów staram się nie tykać, nie wąchać i nie karać mego ciała walką z obcym wywiadem jogurtowym czy innym podobnym


Dziś jest inaczej. Dziś mam kaca. Dziś zmuszam moje umęczone ciało i zawianą głowę do skupieniu się na trawieniu obcego białka, a nie na użalaniu się nad kwasem w ustach, tępym bólem za przysadką czy suszem w przekrwionych ślipiach. Dziś cierpię, ale z bananem na żabich ustach. Bo choć przywitanie w domu chłodne (kryzys związku średniego), w sumie to żadne, ot tylko dzieć się przestraszył i ucieszył w tej samej sekundzie :) (dostał od matki marnotrawnej drzwiami wejściowymi w czerep po prostu) To mówię ja, że warto było i pojechałabym do Łodzi nie raz i nie dwa i nawet ten Teatr rozrywki pod subtelną nazwą Pomarańcza wspominać mile będę. :)
Nie ma to jak zbiórka Mamusiek w nieznanym mieście nad kieliszkiem wina czy innych procentów i rozmowach o męskim nasieniu. Do następnego razu Baby wy moje! :)))



PS. Zatrzęsienie słów zaczęrpniętych z języka potocznego, ulicznego, ogólnie nie znanego jest cechą charakterystyczną kaca.

13 marca 2012

"Wchujdalekoodpoznania"

Szukam
i szukam
Wnerwiam się, rzucam tym, krew mnie zalewa, śle maile nieprzyjazne, ślę maile przyjazne, dzwonię, oddzwaniam, uśmiecham się, umawiam, oglądam, wybrzydzam, nie wybrzydzam, wykrywam oszustwa, węszę oszustwa. Śmierdzi wszędzie.Rynek nieruchomości nie ma przede mną tajemnic. Poważnie zastanawiam się nad otworzeniem własnej agencji albo taksówkarzem zostanę (topografie miasta i okolic mam w małym paznokciu).
tablica, gratka, szybko, oferty, bezpośrednio, progres, nieruchomości, otodom, gumtree przeglądam X razy dziennie. Porównuję, analizuję, gorączkowo komunikuję się z RD. Prowadziłam excela z danymi, ale pierdyknęłam nim o ściane. Gie to daje! 
Rozwalają mnie nazwy miast, miasteczek, mieścinek, wioseczek i osad. Sikam w skarpety!
Wszystkie te Sycyny, Ceradze, Witkowa, Chyby, Napachania czy Nienawiszcze ;)))) to na plus szukanio-gmeranio-użerania się z ofertami.Jakbym mogła to zamieszkałabym w Rumianku, Gaju czy Elżbiecinach, podoba mi się też Jabłonka, Raduszyn i Jankowo. Ech, gdybym tylko mogła wybierać ;)

Sami nie wiemy co chcemy, bo sie nam ciągle zmienia. I znam główny powód zamieszania i zmian decyzji- Hałabała- on jest wszystkiemu winny! On i jego żłobek w centrum miasta! Tak więc opcja- mieszkanie w mieście czy dom na wsi niechybnie chyli się ku upadkowi. Diabli by to wzięli!
 
Nasze wieczorowanie. Ostatnio wszystkie wyglądają podobnie.Gmeram w necie.
"oferuję na sprzedaż działkę siedliskową położoną w miejscowości Chojno Błota Małe"
- hahaha, RD wyobrażasz sobie, że mówisz komuś, że tam mieszkasz?
- chyba raczej, że w "Chujdalekoodpoznania"...

:)
Hałabała dostał danonka. Mam nadzieję, że przeżyje.
Narazie siedzem, gryzem marne pazury i czekam na trzęsienie ziemi.
"Stworzyłaś matko syna alergika na podobieństwo swoje, a wiec powiadam ci, pazury gryzać będziesz, skurcze żołądka cierpieć, telefony alarmowe alarmować, a i pokusy przed synowcem ukrywać będziesz i ciasta niealergiczne czynić! O Grzeszna Pokutnico!"

A co słyszę?
-AM AAMM!
-AMaAAAA!!!
-MAMAM   AMAAAAAA! - krzyczy Dzieć cmokając wymownie i filuternie z namaszczeniem głaskając się po brzuszku.
No tak, danonek danonkiem ,ale spustu Hałabały nie wzięłam pod uwagę. A w lodowce tylko pierogi. O zgrozo z truskawkami!


PS. I tak do mnie dotarło, że całe me życie kręci się koło tego małego pociesznego Kurdupla. Jego radość jest i moją radością, jego płacz moim zmartwieniem. Znikam. Pracuję, flirtuję, puszczam oko do pana w warzywniaku, znoszę sprośne żarty w pracy, przekleństwa, himery, śmichy chichy, pogadam z panią w piekarni i z babcią w tramwaju, biegnę oddać upuszczoną rękawiczkę zasapanej babuni w Biedrze. Niby jestem, ale jako Funkcja Mnie, nie jako ja.
Prawdziwe ja wpieprza tylko szparagi przez 2 miesiące w roku, słodzi miodem i nie znosi makaronu. Prawdziwe ja robi 100 zdjęć kwiatka na balkonie, by w końcu żadnego nie wybrać. Prawdziwe ja podskakuje w sukienkach, nie nosi stanika i boso chlupocze girkami w błotnistej kałuży. Prawdziwe ja nie chodzi spać o 22PM. Obie my namiętnie zżeramy pazury i cierpimy nad alergiami Hałabami. Obie nas cieszy szczerbaty uśmiech Młodego, tupot jego stópek na panelach i szalone nieumiejętne podskoki w pogoni za biedną Wredzizną.
Chyba pora jakoś pogodzić się ze Sobą i wycałować moje obie Jaje. Narazie słabo mi idzie, okoliczności nie sprzyjają

12 marca 2012

Czarny ptak

czarny ptak przeleciał mi drogę i prawie, że dzióbnął (cóż za piękne polskie słowo!!!) mi wycieraczki!
czy to się liczy na poczet przyszłego nieszczęścia?

8 marca 2012

w marcu jak w garncu

nie dziwne, że dzień kobiet wybrano w tym miesiącu. Choć kwiecień plecień co przeplata, też by pasowało ;)
Julek T pięknie to ujął i nie pozostaje mi nic innego, jak się z nim zgodzić. :)
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza...
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec...
 
Miło by było dziś dostać jakiegoś goździka. Bardzo je lubię! :)) Choć nie narzekam, bo zostałam rano uściskana i wyśliniona, że na cały rok starczy. 
(-Oleś powiedz, jak kochasz mamę? -TA TAAAA!)
 

7 marca 2012

Raj utracony

Siedzem na dupie i zagryzam zimnym makaronem z masłem, oliwą i czosnkiem. Jakoś trudno się masłu rozpuścić w tej mieszance. Nie przepadam za makaronem, ale od kiedy jest Hałabała zrobiłam się mało wybredna (ja, ten francuski piesek! co wygłasza perory sprzeciwu nad bigosem z pomidorem, ech..) 

Żuję zimne kalorie i w myślach analizuję swój los. 
No bo co się ze mną stało? 
Dziura w leginsach, ręka wchodzi, dziura w skarpecie, widać paluszka, ku uciesze syna, na głowie jesień średniowiecza, która czasem, rano szczególnie, zmienia się w techno party. Makijażu niet, zapominam nawet do pracy, co niestety działa na moją niekorzyść, bo do baby bez makijażu zlatują się faceci jak muchy do gnoju, że niby taka naturalna i że naprawdę masz Trójkę z przodu?? A że pracuję z samymi facetami to lepiej makijaż jakikolwiek mieć i jesień średniowiecza też uklepać, bo zaraz są świńskie skojarzenia.
Jak ja to wytrzymuje?

Odbiegłam od tematu. Jak zawsze.
Kot zeżarł szynkę, perfidnie na stole siedział i zżerał mięcho z kanapek. Do tego wylizał masło zostawiając podłużne ślady jęzorka w żółtawej mazi procent 82. Uciekł szybciej, niż zdążyłam przyłożyć kapciem. Zamachnęłam się na pusto i tylko straciłam cenną energie. Za dużo jej ostatnio nie posiadam. Zaraza wlazła mi w ucho, węzły i zatoki i gości się tam moim kosztem od ponad 2mscy. Zrobiłam się marudno-jękliwa i jak tego nie zmienię, to RD wystrzeli w kosmos. :) Mój kochany mężczyzna, za jakie grzechy dostał taką babę? ;)
Co ja bym bez niego zrobiła? Siedziałabym jak pustelnica w jakiejś samotni, jak kot srający na puszczy, i pewnie z tym moim wrednym czarnym puchatym stworem, z którym nawzajem robilibyśmy sobie drobne złośliwości.
Słońce za oknem, ale w dupę mrozi. Siedzę w domu z Hałabałą, bo go dopadły skutki uboczne infanrixa i gorączkuje mi dziecko. Nocka w plecy. Teraz też nie lepiej.
Mówią, że dziecko zmienia wszystko. Mi niestety nikt nie powiedział. Doświadczyłam na skórze własnej. I powiem więcej, dziecko nie zmienia wszystkiego,
DZIECKO JEST JAK KOMBAJN ZA MILIARD ZŁOTYCH (w kredycie na całe życie z wysoką prowizją i to bez dopłat unijnych!) - RUJNUJE TWOJE PRZESZŁE ŻYCIE PIERWSZYM RADOSNYM PIERDNIĘCIEM ZNIECZULAJĄC CIĘ UŚMIECHEM I DOPROWADZAJĄC DO PASJI NIEUSTANNYM HAŁASEM.

Nie da sie ukryć, że dziecko przede wszystkim zmienia Twoje, Rodzicu, Matko, Ojcze, życie w pasmo nieustannych leków i zamartwiań. Bez czego, osobiście, nie wyobrażam sobie dalszej egzystencji. Dziecko jest twoim cierpieniem i największym szaleństwem, ogromną miłością, poświęceniem, wyrzeczeniem, ofiarowaniem. Jest wielką radością, chyba największą możliwą. Na szczęście jak już się pojawi, to sprawia, że dopada cię, Matko, Ojcze, amnezja poporodowa i wszystko co było PRZED przestaje się liczyć. Lepiej, po prostu się o tym zapomina. Szybko i bezboleśnie. to jest naprawdę jakiś CUD matki natury :) 

Pojechało patetyzmem, fuj! :) Chyba mi gorzej
Ale jakby co, to uprzedzałam!


Czasem dopada mnie tylko tęsknota za czymś odległym, bez dziur w majtach i skarpetach, z 8h snu, z leżeniem nad jeziorem w trawie i słuchaniu chrobotu chrząszczowych mini nóżek, za marnowaniem godzin i dni w leniwym błogostanie.

To się chyba nazywa tęsknota za rajem utraconym. Ot i co! 


5 marca 2012

zatoki zamaszyście pokryte zielonym kożuchem zatokowej rdzy...

... wystawiły swe paskudne bolesne oblicze do słońca i załkały udręczone wiosennym zeifrem. 

Brzmi prawie jak pasjonujący wątek w powieści. :D
Jednakże, jak wiadomo, PRAWIE czyni różnice. Szkoda, że nie cuda :P

tytuł mówi sam za siebie.
Obrzydlistwo znów się odezwało. Czyżby trzecia kobyła antybiotykowej antykorozyjnej ambrozji (AAA ;) )? nie wiem jak moje dostojne flakowyje to wytrzymają. Od ostatniej ambrozji minęło raptem 2tyg. W międzyczasie zaliczyłam jako Uzdrowiona -Ja  Zatokowego Magika, który nic nie stwierdził. 

No i zestrachana siedzę i nad spadkiem odporności dywaguję. Jednak wieczna chyba nie jestem. Więc muszę przylać temu, kto mi nawmawiał, że jestem! No kto to był? Przyznać się!


motyla noga, chyba muszę walnąć sobie Osobiście!

2 marca 2012

tej...

właśnie się zorientowałam, że zupełnie nieświadomie zaczęłam mówić TEJ :|
gorzej,
powtarzam i nie wzdryga mnie zupełnie!

Zindoktrynowałam się na całego...


AMA!

Piątek za oknem razem z Dżdżystym Kapuśniakiem, Wyniosłym Chłodem i Wciskającą się głęboko Wilgocią. Ostatnio często spotykam tych trzech, stoją pod żabką i łypią  i niestety lgną do mnie w przedwiosennym letargu, choć mykam do auta cichcem, rozwierając ślepia, li i tylko, na milimetry czy raczej na kupy, co by w żadną nie wdepnąć.
Dziś obudziło mnie głośne - AMA! nie mylić, broń Boże! z mamą! AMA znaczy - Dawajcie mi butlę, bo obudzę sąsiadów!. A że ostatnio sen mam nerwicowy i byle pierdnięcie mego Bąka,co sapie w łóżeczku obok, stawia mnie nieprzytomną do pionu, tym razem było podobnie.

-AMA! (powiedział świadomie i rezolutnie Hałabała)
-łup łup łup i już zdziwiona budzę się nad gwiżdżącym czajnikiem z puszką mleka w dłoni. WTF?
-AAAaaMaaaaaA! (ah, no tak)
-bam bam, spada pokrywka od garnka (dodajmy szklana) gdy nieporadnie przeszukuję suszarkę w poszukiwaniu butli.
-Miau? MIAUUUUuuuuu! (drze się Inka radośnie podniecona, że jestem w kuchni w okolicach jej miski (bo) grzebię za poturlaną butelką)
-AMAAAAAAaaAAA! (drze się syn zza zamkniętego pokoju) MIAUUUuuuuu! (nawołuje zrozpaczona Wredzizna)
Odruchowo zżeram (pod wpływem stresu chyba) wczorajszą Hałabałową nieco nadgryziono-zaślinioną kanapkę z zaschniętym serem i zrezygnowaną sałatą. Fak! Stój! przecież nie nakarmiłam jeszcze swego Hasimoto! Pośpiesznie przełykam i potulnie lecę po tabsy.

I tak nagle wskoczyłam w ten piątek, że aż mi podskórnie brak chwili porannego- UUUuuaaaaaaaaa i Aaaaaaaahhh. Świat zdecydowanie nie jest sprawiedliwy.
Dodam, że kumple spod żabki pojawili się pod firmą i stoją za oknem. Coś czuję, że będą chcieli się przygruchać w drodze powrotnej.
Jednakże miło, że to już piątek :)

28 lutego 2012

Wsiąkłam

Melduję, że jestem, acz wsiąkłam.

Wsiąkłam w dżunglę nieruchomości, czuję się przeżuta, wymiętolona i ciągle muszę uciekać przed drapieżnymi ofertami. 
Wczoraj prawie dałam się sfrajerować. PRAWIE. Zaproponowano mi ofertę za 320tys, całkiem całkiem, dopóty nie zobaczyłam kuchni, choć powinnam była napisać "kuchni", czyli klitki bezoknowej w narożniku umieszczonej. Ble! Śni mi się po nocach. No i co? Ano to, że owąż ofertę odnalazłam przez przypadek w innym biurze za całe 280tys... Ręce mi opadły. Ja się chyba nie nadaję do takich akcji. Wqrw mnie tylko łapie i bezradność. Nie mówiąc o fakcie, że obie oferty nie na naszą kieszeń, bo do remontu ;)) 

No ale, chcąc nie chcąc, wsiąkłam na dobre, nasiąkłam jak słomiany dach letnim kapuśniakiem cen, wymiarów, lokalizacji, dojazdów, balkonów, loggii (chuj wi czym to się różni od balkonu).

Dowiedziałam się też, że mam za wygórowane kryteria jak na własne możliwości. Ale czy widok z okna nie jest krytycznym punktem? a sąsiedztwo? Przepraszam czy to pan będzie przez najbliższe 30lat patrzeć na złote szprosy w oknach, których nie da się pozbyć, czy jednak ja?

Dziś w nocy już prawie znalazłam to czego szukałam, wiem, że się da! Niestety Hałabała ryknął i nie zdążyłam zapisać adresu ;)

23 lutego 2012

Witamy Łukaszka!

Wczoraj z głośnym krzykiem na świecie pojawił się Łukaszek!
Całe 32cm i 910gram
Witam Cię Kruszynko, obyś duży i silny urósł cioci!


22 lutego 2012

rozmowy z Bogiem

Byłam dziwnym dzieckiem.
Chyba zbyt wrażliwym albo z niedostatecznie rozwiniętym pancerzem.

Pamiętam swoje rozmowy z Bogiem i to jak pewnego dnia w wieku lat 6 oświeciła mnie (mówiąc przesadnie) myśl, że byłam kiedyś bezwolnym stworzeniem bez świadomości swej i boskiej. I smutno mi się zrobiło, że byłam już przecież, a jakoby mnie nie było. Przeprosiłam w tej samej chwili Boga za owoż świętokradztwo i od tego czasu codzień odmawiałam 2 Zdrowaśki 2 Ojcze Nasz, a czasem nawet i więcej, żeby odrobić lata nieświadomej bezbożności...


Dziwne dziecko ze mnie było. Tęsknię za nim.


20 lutego 2012

Bujana na mieszkania...

....czyli od szukania mieszkania boli brzuch od rana
nie pomoże śmietana, ni klęk na kolana!


ech, cinko to widzę :/

nie ma ktoś mieszkania na sprzedaż w Poznaniu- niedrogie, ładne, jasne, wysokie, z kiblem zamiast dziury, z balkonem, z piwnicą i żeby nie kosztowało miliona bilionów?

no i mówiłam, że cinko...

;))

17 lutego 2012

rak chodzi wspak

i chodzi za mną razem z Julkiem i Marysią i podszczypuje nieustannie...

Jeżeli

A jeżeli nic? A jeżeli nie?
Trułem ja się myślą złudną,
Tobą jasną, Tobą cudną,
I zatruty śnię:
A jeżeli nie?
No to.... trudno

A jeżeli coś? A jeżeli tak?
Rozgołębią mi się zorze,
Ogniem cały świat zagorze
Jak czerwony mak,
bo jeżeli tak,
No to...- Boże!!!




*****
Julian T


Idzie wiosna, Pani! Roztopy som.
Oj som, som!

:)))

Kto chce bym, go kochała...
Maria J-P. Wykonanie Turnau, Rybotocka


Ale narazie  CichoSZA! Idę po wielkiemu cichu i patrzu... na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza, szaro, brudno i ZIMA!
ciągle zima Pani, śnieży znowu...




15 lutego 2012

Pcheła

dzień się zaczął baaardzo sentymentalnie dzięki jednemu panu, który się do mnie odezwał po latach całych...
no i ta wyobraźnia, to czasem upierdliwa rzecz.

Przed oczami duszy mojej staneły mi lata licealne, Pcheła i szaleństwa leśne...


i siedząc w pracy przed monitorem, ze statystyką pod nosem, z raportami, systemami, załkałam z tęsknoty za tamtym czasem, kiedy przez rok cały  świeciło słońce, a drzewa wesoło szumiały zielonymi kudłami liści, za leżeniem w trawie, wdychaniu mokrej ziemskiej esencji i peplaniu dzień cały, noc całą, tydzień cały, rok cały, w śniegu, deszczu, gradzie, skwarze, w kurzu
łkam żałośnie i jednocześnie dziękuję za to, że było, że pamiętam, że odmęty tak już odległe, wciąż tak żywe są i targają mym sercem radośno-boleśnie w niedoopisaniu




trzymaj się duszo pokrewna moja, daleko tam, usciskaj swego "Półkilograneczka"
Tęsknię...
tęsknię za przeszłością ... czasem

14 lutego 2012

Wtornik Czternastego

no i prawie zapomniałam o Walentynkach
Pewnie dlatego, że nie obchodzimy specjalnie. Jakieś całusy, kwiatki, kolacja. Dzień jak codzień.
A dzień jest przecież piękny, nie dlatego, że to Czternastego, ale że słonko będzie (czuję w kościach), że śnieg jest (choć nie lubie ;) ), że auto odpala, że uśmiech Hałabały sprawia, że mi się gęba cieszy (RD na to mówi- żabowy rozdziaw, i coś w tym jest!)
nawet Wredota Czarnota mnie nie użarła była (a lubi)
w chacie bajzel, na ścianach picasso (Olo odkrył łatwo dostępne zastępstwo do papieru)
żrę kolejny antybiotyk w dawce za dużej (bo niby lepiej pomoże), ale pomógł o tyle, że guzy szyjowe zaniknęły. Reszta bez zmian. Więc co będzie? skończę i guzy wrócą :P

Hałabała pokochał inhalator od pierwszego wejrzenia i jest bardzo niepocieszony, że już nie robimy "Bru bru" Musiałam dziecku ulżyć i schować maszynerię z oczu, bo żyć mi nie dawał. :)

Ech, piękny ten dzień jakoś tak, pięknie mi się wnętrze śmieje (spójrzcie na jelito, jak chichra! a pęcherz to się zaraz chyba posika).


Dobrze mi, lekko, jasno, radośnie. Już nie czekam wiosny, chyba sama mnie znalazla! :)






11 lutego 2012

Podsłuchane :)

Olek sie okupał.

RD przebiera mu pampersa.
Olo wyje jak poparzony
(kupa mu nie przeszkadzała w zabawie, ale przebieranie bardzo!)

RD spokojnym, poważnym głosem: "To ty sobie rycz, a ja pośpiewam. La la la la..."


:)


WiooooosnoooooO!

Wioooosno!
WiOOOOOOsno!
WIOOOOOOOOOoooooSNAAAAooOOO! Gdzie jesteś?

Czekamy, Wioooooooooooooooooosnoooooooooooooooooo! Słyszysz?

marzy mi się wiosna w Paryżu (wiem, że banalnie brzmi, ale kiedyś sobie obiecałam, że wiosną tam wróce i teraz mi sie Chcceeeeeeeee)

Wiosno, a jak ci dam ciasto marchewkowo-gruszkowo-jabłkowe to przyjdziesz?
no zgódź się wiosno....


PS. Piękną zimę mamy za oknem, ze słońcem. Baterie ładujemy przy oknie.;)

8 lutego 2012

reinkarnacja zarazy II

kaszlemy
smarkujemy
jęczymy
inhalujemy na potęgę
pulmicort rządzi!              i miodek % też
i xylometazolin
Hałabała jednak nie zostanie lekarzem, zostanie wspinaczem wysokogórskim. Dziś ściągałam go x razy z krzesła, parapetu, stołu, pufy, łóżka. Postaw krzyżyk. Wszsytkie odpowiedzi są prawidłowe.

w lodówce światło
w banku światło, choć nie- zabrali! ciemność w banku, bank na minusie
internet na chodzie, więc Elmo ratuje nasz Świat :)

moja szyja guzłowata, chyba powikłałam angine
RD w końcu zaraził sie zapaleniem spojówek (my z Hałabałą mieliśmy już dwa razy, a ten nic! co on sobie myśli? gdzie współcierpiętnictwo rodzinne?)

i siedzę pod adresem na L4. W pracy są "przeszczęśliwi" (dzwoniłam) i już widzę ten stos maili i minę szefa.
pamiętaj napisać podanie o niepotrącanie premii, pamiętaj matko biegająca za synem kaszlącym!


Olek namalował dziś dwie krechy i "wyjaśnił" mi, że to chmury. Może on jednak będzie artystą?



Dzięki drogie Matki blogowe za pocieszenia i słowa wsparcia w tych czasach zarazy!



6 lutego 2012

chyba muszę to z siebie zrzucic


boję się,

znowu się boję, że Hałabale coś będzie, że nie jest mi dany.
Kaszlał dziś do porzygania (za przeproszeniem) Dusił mi się po prostu. Ta pieprzona flegma go udusi!
ale przecież osłuchowo jest czysty, to flegamina wystarczy, nie?


i znowu jest ten lęk, że go stracę, że cud nie może po prostu rosnąc i sie rozwijac bez problemów
boję się, że ten lęk będzie na zawsze,
że mnie nie opuści,
że zwariuję przez niego
że mój mały cud z tej ciężkiej ciąży i przeokropnego porodu, że te 2kg szczęścia pomnożone przez te 16mscy, że to jednak pryśnie.


Jak senne marzenie Księcia o róży




zrzuciłam, resztę dopełni miodek %
i jeszcze ta Madzia
i te -18
uffff



wesołe jest życie mamy :)

Siedzę w domu z Małym. Na szczęście kaszel mu trochę odpuścił, choć żeby nie było za pięknie to znowu mu oczy ropieją ( i się ratujemy gentamycyną w kroplach, ja do ucha, olo w oko).

W sumie to chciałam napisać, że podziwiam panie w żłobku. Jest południe, a ja jestem mokra. Hałabała albo jest wybitnym łobuzem albo ja jestem wybitnie cienka. Moje dziecię dziś (mimo choroby) szalało. Wlazł na kanapę i tak rozbujał fotki na scianie za kanapą, że do teraz nie mogę ich wyprostowac- pokrzywił gwożdzie)

Wlazł na stolik (dostał w weekend swoj stoliczek i krzesełka) i pożarł mi fiołka z parapetu obok. Marne resztki znalazłam na obrazku na pomalowanym juz kredkami krześle. ehs

To jeszcze nic. W swoim największym amoku, Hałabała odkrył, że kot ukrył sie w jego krzesełku (jest skrzyniowe) i co mój syn z tym zrobił? Wrzucił kotu swoje najukochańsze autko, a następnie zamknął klapę i  zasiadł do rysowania. Padłam :)


Teraz sprzedał mi dwie histerie "zasypianiowo-drzemkowe" , chyba żebym nie zapomniała, że jest chory (totalnie nie wiem jak go jeszcze odflegmic, może wiecie?) No i śpi i kaszle i ryczy.

Trzecia histeria...

wesołe jest życie mamy. nie zamieniłabym na żadne inne!

A to mój dzisiejszy zbój i nicpotem :)

Wredota Kocia czyli Inka nieświadoma konsekwencji swoich czynów :)

 
Olek bardzo świadomie upychający swój mały zadek na krześle. Warto dojrzec wielkie wytrzeszczone kocie oczy w szparze krzesłowej
No co mamo tka patrzysz, ja tylko rysuje! (i się ślinię i smarkam i charkam i churlam)


A to bo obiecałam, że wrzucę, Olek przebraniowy diabełek. Mina na każdej focie w stylu- "Mamo nie płakałem, choc bardzo bardzo chciałem!" Fotki fotek, wiec jakość taka se.